Jazda konna




Z końmi związana byłam praktycznie od dziecka. Od zawsze fascynowały mnie te zwierzęta, zawsze z zachwytem patrzyłam jak biegają po padokach mijanych akurat podczas podróży samochodem. Moja fascynacja z początku była raczej typowym, dziecięcym "chcę" niżeli czymś rozbudowanym. Dopiero z wiekiem zaczęłam postrzegać wszystko w nieco innych barwach, rozumieć więcej. Zaczęłam patrzeć na konie jako na istoty bardzo inteligentne, piękne i niezwykle silne choć zarazem delikatne. Zaczął mnie zachwycać ich ruch, budowa, umaszczenie. Zaczęłam rozróżniać rasy, których przecież są tysiące...


Zrezygnowałam z jazdy konnej po wypadku, kiedy na Hubertusie spadłam z klaczy w galopie, w środku lasu w okropnej ulewie. Powodem zaprzestania była pewnego rodzaju trauma choć bardziej sama powaga tegoż wypadku. Po pewnym czasie powróciłam do jazd, w innym miejscu. 
Zaczęłam kolejny rozdział.

Czym jest dla mnie jazda konna?


Jest to dla mnie możliwość oderwania się od rzeczywistości. Jest to moment który pomaga zrozumieć mi czym jest zaufanie i harmonia, będąca jednocześnie powiązana z pewnego rodzaju adrenaliną. Jest to chwila ciszy przedzierająca się przez zgiełk codziennego życia. 





Najważniejsze konie z mojego życia:
(kolejność taka, w jakiej miałam z nimi styczność) 


-ILDAN (Ildek)
Ogier rasy Małopolskiej, kasztan. Był koniem który wprowadził mnie w jeździectwo. Niestety nasze drogi szybko się rozeszły a smutek pozostał do dzisiaj. Wspaniały koń.


-EDWIN (Edek,Siwy)
Siwy ogier Arabski, ślepy na jedno oko. Miał swoje lata i swoje przeżycia, ale mimo tego był dla mnie praktycznie całym światem, każda jazda na nim była jak wygrany los na loterii. Szkoda, że tych wygranych losów było tak niewiele. Noszę go w swym sercu po dziś dzień i niezwykle za nim tęsknię. Jeden z moich modeli koni jest nazwany jego imieniem.

-POLONEZ (Poldek)
Ciemno gniady wałach Huculski, który przywrócił we mnie wiarę w siebie i w to, że dam radę wrócić do jazdy po przerwie, po wypadku. I wróciłam. Był leniwy ale jednocześnie kochany. Jestem mu wdzięczna za każdy dzień jaki musiał się ze mną przemęczyć.

-GRELA (Siwa)
Klacz rasy Wielkopolskiej, siwa w lekkiej hreczce. Nie była już za młodym koniem, za to serce miała ogromne. Pokazała mi czym jest prawdziwa harmonia, nauczyła mnie postrzegać świat w dobrych aspektach. Była moim najwspanialszym pocieszeniem, była moją najukochańszą Siwą, którą -niestety- pokonała choroba. Ideał - inteligentna, opanowana. Oaza spokoju. Pamiętam ją jako delikatnego konia, o oczach pełnych takiego niesamowitego wyrazu. Gdy gasła w oczach czułam jakbym traciła część swojego serca. Jeden z moich modeli koni jest jej portretem. Patrząc w stronę półki zawsze zatrzymuję wzrok na niej. Nie widzę tam wcale zwykłej figurki. Widzę tą jedyną w swoim rodzaju klacz. Klacz, która nauczyła mnie co znaczy "kochać". Już chyba zawsze będę za nią tęsknić...





Konie, którymi obecnie się opiekuję:

(niebawem uzupełnię :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze, dają mi motywację do dalszego prowadzenia bloga. Miło będzie, jeśli coś tu skrobniesz :)