O wszystkim i o niczym...

Halo!
Dlaczego post jest dopiero dzisiaj? Nie mam pojęcia, przysięgam! A tak poważnie to powodem był nawał spraw do załatwienia w zakresie szkoły. Ale już jest okej i powracam. Miałam uszykowany obszerny wpis, ale wszystko diabli wzięli bo zaczęłam marudzić, że to nie tak że siak, że za dużo rzeczy mi nie pasuje, że zdjęć do tematu brak, a post bez zdjęć na tym blogu to taka trochę katastrofa, czyż nie?

Widok ze szkoły.
Spięłam się, że muszę coś wstawić, ale za nic w świecie nie mogłam znaleźć zastępczego tematu, który mogłabym Wam opisać nieco bliżej. Dzisiaj ostatecznie doszłam do wniosku, że najzwyczajniej w świecie wstawię taki misz-masz wszystkiego po trochu. Nie przepadam za tym, ale wiecie, że gdybym tego nie zrobiła to pewnie bym straciła całkiem chęci i zniknęła znowu z bloga Bóg wie na jak długi czas. Zmuszona do stworzenia "czegoś z niczego", aż nie wiem co pisać (eh, weno wracaj >_<).
Ujęcie księżyca podczas ostatniej pełni.
Fotografia z okna, bez statywu (!!)
Po lewo podrzucam Wam całkiem świeżą fotkę księżyca. Mam ich więcej, ale jak widzę jakość z jaką ogarnia to blogger to płakać się chce więc chyba sobie daruję. Męczyłam się żeby to odratować, także uwierzcie że wyglądało to jeszcze gorzej. Ale duma mnie rozpiera tak czy siak, bo naprawdę fajna seria mi wyszła. Uwielbiam fotografować księżyc, najlepiej podczas różnych faz, choć faktem jest, że pełnia otoczona chmurami robi chyba największy klimat i wrażenie takiej... tajemniczości, nieprawdaż? Pomijając księżyc (i lecąc dalej w galaktykę, haha) - Jak u Was ze śniegiem? U mnie całkiem całkiem sypło i do wczoraj leżał śnieg z racji na ujemną temperaturę. Jak myślicie, kiedy wzięło mnie na robienie śniegowych zdjęć? WCZORAJ. Dzień przed tym jak zostały jakieś resztki *brawa*. Na taką pogodę jest tylko jeden niezastąpiony model. Mowa oczywiście o Panu Grubasku. 
Przed Wami kilka kadrów z Elmem w roli głównej:

^ Moje ulubione :) ^





Poza psem, miałam też innych modeli... ;)







Pozostając przy temacie ostatnich chłodów muszę powiedzieć Wam, że poranne chodzenie na przystanek w taką porę to najbardziej irytująca rzecz jaka mnie chyba ostatnio spotkała... 6:30. Zimno, ślisko, wiatr, a jeszcze ile razy zaczyna padać śnieg albo marznący deszcz. Chyba każdy dobrze wie jakie to uczucie kiedy taki lód sypie z nieba na nogi i w twarz, że nie wiadomo czy uciekać czy co. Ja zazwyczaj krzyczę na cały głos, zwołując psy i pewnie budząc co niektórych z pobliskich domów. Jak już dostanę się do autobusu to z ulgą siadam na siedzeniu i czekam tylko aż kierowca podkręci ogrzewanie. I pewnie nasuwa się Wam pytanie: Ale zaraz, zaraz, Jagoda! Dlaczego nie internat?! Nie nadaje się do internatu, choćby mnie siłą pchali to zawsze znajdę sposób wyratowania się. Nie umiem odpisać czemu, po prostu wiem, że bym sobie nie dała rady co tydzień przez 5 dni siedzieć gdzieś indziej niż w domku, wiedząc że mam wszystkich daleko. Taki typ, już wolę marznąć na przystanku niż mieszkać w internacie. Na studia się nie wybieram, bo szkołę mam i tak 4-letnią i wierzę, że moje umiejętności teraz i po jej skończeniu spokojnie pozwolą mi się rozwinąć bez niczego więcej [[Swoją drogą to nie znoszę ludzi, którzy myślą, że bez studiów nie ma przyszłości. Just kill them, please]]. Tak więc przyszłościowo też całe szczęście internat mi nie będzie potrzebny. Rodzinna osóbka ze mnie, może nie zawsze to widać, ale jednak. Ciężki ze mnie przypadek, ale też wyjątkowy (Podobno. Tak mi mówią ale pewnie kłamią, cwaniaczki). 

Kiedy jadę autobusem, zawsze, ale to ZAWSZE zakładam słuchawki i słucham muzyki. Nie wyobrażam sobie zrobić inaczej, chociaż kiedyś zdarzyło się że musiałam obyć się bez tego i było mi tak nudno i dziwnie, eh, co kwestia przyzwyczajenia robi z człowiekiem... Jeśli zdarzy mi się jechać do szkoły na późniejszą godzinę (więc kiedy jest już jasno hahah) to lubię do muzyki poczytać sobie dobrą książkę. Czytacie coś ostatnio? Ja teraz w wolnych chwilach ''wałkuję'' Assassina, w którym to jestem zakochana pod każdą postacią - gry, książki, film - nieważne, biorę wszystko ♥! Obecnie w moich dłoniach spoczywa Tajemna Krucjata. Czy polecam? Chyba nie muszę odpowiadać, aczkolwiek zastrzegam, że to nie każdemu może przypasować, bo gusta są jednak różne a i z zamiłowaniem do tej serii też raczej nie jest identycznie u każdego. Jednak zawsze można spróbować :).


Zmieniając temat o 180 stopni, to wczoraj w naszej kuchni powstały pewne okrąglutkie pyszności... Pączuszki pełne grzechu :'). Cholerstwa są tak dobre, że nie można się im oprzeć, ''poszczuję'' Was tymi słodkościami, okrutna ja :P




Wiem, że ten post był bardzo średni, ale naprawdę nie mam weny :/.
Kolejny wpis będzie pełen zdjęć i już w jednej tematyce. W jakiej? 
Nie zdradzę Wam tego teraz, powiem tylko, że to będzie wpis z serii tych z jak najbardziej profesjonalnymi zdjęciami (postaram się :)).
Mogę jedynie podrzucić niewielką zapowiedź tego co Was czeka kolejnym razem...:



Do następnego weekendu!
-Jaguś :) 


Grudniowy przegląd: Jak wyglądały moje święta? + sytuacje, które irytują w okresie świątecznym!

Cześć!
Z nowym rokiem powracam do Was z postami, już na nowym adresie, bardziej adekwatnym do tematyki bloga... Zapraszam na przegląd dotyczący minionej grudniowej atmosfery.
Miłej lektury :).
-----

Moje święta co roku są tak naprawdę inne. Pełne szczegółów, detali i przeżyć, które w pewnym stopniu różnią się od siebie. W tym - a raczej już w ubiegłym roku - było oczywiście jak zwykle rodzinnie i bardzo miło. Ubieranie 3,5 metrowej, pachnącej choinki to niemałe przeżycie. Blask lampek i ciepło bijące od zapalonych na stole świeczek tworzy klimat, na który chyba czeka się cały rok. No i nie zapominajmy o tym jedzeniu na wigilijnym stole - Nic tak nie smakuje jak w ten wieczór. Kolacja zawsze wygląda u nas bardzo dostojnie i ma w sobie "to coś", co tu dużo pisać... Od kiedy mieszkamy tutaj, w tym domu, wigilię spędzam z całą najbliższą mi rodziną. Podczas dzielenia się opłatkiem człowiek dopiero docenia naprawdę, że ma wszystkich bliskich przy sobie. Niesamowite, prawda? 
W drugi dzień Bożego Narodzenia, czyli 26 grudnia wymieniłam się prezentami z Konradem. Dokładnie tego dnia minęło także pół roku od kiedy się znamy i jednocześnie od kiedy jesteśmy razem. 















Jeżeli chodzi o sylwestra to mogę z dumą powiedzieć, że był to (jak narazie!) najlepszy sylwester w moim życiu. Niesamowite uczucie, mieć przy sobie wszystkie najważniejsze osoby... Skakanie z kanału na kanał i zabawa bez przerwy. Tata machający rękoma na prawo i lewo, mama przynosząca herbatę tanecznym krokiem, rozbawieni dziadkowie i ja z uśmiechem przyglądająca się mojej szalonej rodzinie. Nogi chodziły wszystkim w rytm znanych hitów, tego nie można nam zarzucić! Siedziało się nam tak dobrze z tymi dzikusami, że nie wiem kiedy wybiła godzina 3:00.
Nowy rok - rok koguta - zapowiada się obiecująco. 2016 nie był najlepszy, choć miał i swe mocne, wspaniałe momenty. Ale on odchodzi już w niepamięć, ustępując miejsca młodemu 2017 (ale rymy!). Po godzinie 1:00 czytaliśmy horoskopy i powiem Wam, że wszystko się zgadza zaś to co ma się stać jest faktycznie możliwe z uwagi na trwające już zdarzenia. Nie będzie łatwo, to ma być pracowity rok. Ale doszłam do wniosku że nie mam o co się bać, bo przecież mam grono bliskich osób, które mnie wspierają bez względu na wszystko. I za to chyba powinniśmy dziękować tym, którzy są tego warci - za wiarę w nas i nasze możliwości.











Jeżeli dotrwaliście do tego momentu to już połowa drogi, gratuluję :)! Teraz czas na trochę ględzenia czyli... 10 sytuacji, które irytują mnie w święta i sylwestra..
Miłej lektury kochani!

1. ZANIKAJĄCY KLIMAT ŚWIĄT.


Nie wiem czy to tylko moje odczucie, czy to faktycznie ma miejsce, ale zauważcie, że te święta zrobiły się takie...zwykłe. To całe strojenie domu, ulic, ubieranie choinki i przygotowywanie potraw stało się czymś typowym, to dla nas tak oczywiste że z roku na rok święta lecą coraz szybciej. Jest klimat owszem, ale co z tego? Czegoś brakuje... Wspólnie z tatą stwierdziłam, że zrobimy sobie drugie święta w wakacje. Bo czemu nie? W basenie pod palmami, z grillem, drinkami i słonecznym, letnim ciepełkiem. W końcu to coś innego, nie sądzicie?



2. BRAK ŚNIEGU.



Marzeniem jest w Wigilię wyjść i mieć śniegu po kolana! W tym roku posypało, ale wieczorem rozpoczęły się wichury i ulewy. A teraz? Cóż, póki co pogoda raz wiosenna a raz zimowa. Klimat w Polsce to bagno. Tyle w temacie.

3. OKLEPANE ŻYCZENIA NA PORTALACH SPOŁECZNOŚCIOWYCH.
W dobie internetu nie mogłam zapomnieć o irytacji związanej z ludźmi na Facebooku. Ja zdaje sobie sprawę, że święta to okres pojednania (ALE TYLKO NA DWA/TRZY DNI, POTEM JUŻ NIE), ale po cholerę dodawać na główną lub w wiadomości te życzenia znalezione w internecie po wpisaniu w google -ŻYCZENIA NA ŚWIĘTA. Jak mam szanse odpisać to odpisuję "dzięki i nawzajem." Przepraszam :(

4. JEDZENIE.


Jest pyszne, to fakt. Ale jest go za dużo. Niektórzy kupują go tyle, że można by wysnuć teorię o zbliżającym się końcu świata! Przecież sklepy czynne są cały czas, ale dopiero w dzień przed Wigilią pojawia się najwięcej ludzi. 



5. CHOROBA.



Smarki w karpiu, łzy w grzybowej - prawie jak tytuł jakiegoś mocnego, świątecznego kawałka. Bycie chorym w okresie świąt to katorga. Mi udało się tego uniknąć, porządnie najeść i łapie mnie póki co tylko katar, ale w domu każdy po kolei umiera (żeby nie pisać że zdycha) od zapaleń zatok i innych niezidentyfikowanych problemów 3 świata. Nie polecam, 2/10!


6. PREZENTY.



To tak jakby można było je dostać tylko pod choinkę. A jeszcze jak się wie co się dostanie to już kompletnie takie typowe, polskie święta...


7. SZALEŃSTWO PRZED WIZYTĄ KSIĘDZA.
Na pewno każdy z Was zna osoby, które kolędę traktują jak przybycie króla. Zachowują się jakby miał przyjść po to aby oglądać dom, patrzeć na dobrobyt. Nie należę do specjalnie religijnych osób, więc to dla mnie nie powód żeby stroić się i opowiadać o miłości do kościoła. Ta tradycja jest naprawdę przegięta i traci na swoim prawdziwym znaczeniu i to nie od dzisiaj.


8. "DOROSŁA MŁODZIEŻ."
Z serii - "Bez kielona ani rusz, pijemy póki mamy nie ma!". Nie wiem czy jestem tak zacofana czy po prostu niektórzy w moim wieku stoczyli się już tak nisko? Abstrakcja.

9. SYLWESTROWE KOLEJKI W MARKETACH.




Boże, najgorszy punkt. Setki ludzi z dużą ilością [czyt. pierdyliardem] rzeczy w wózkach, pchających się przez market w celu upolowania najlepszych produktów na sylwestrową noc. Dzieciaki płaczące o "WIĘCEJ CZIPSÓW!!!" czy "MAMO COLE, WEŹ COLE" i bardzo 'mądrzy' ojcowie z torbami pełnymi fajerwerków. Wódka i szampany znikają z półek w hurtowych ilościach, połowa klientów już od rana wcięta gibie się pod kasą próbując wysupłać drobniaki z portfela.

A wiecie co najbardziej dowodzi o tym, że nasz kraj to cebula? Kiedy wchodząc w sylwestra do marketu, ze zdziwieniem mówimy: "O cholera, co tu tyle ludzi?!". Lub "Już wszystko wybrane?!?". Kocham Cię, Polsko. 

10. FAJERWERKI.
Ładnie wyglądają, ale czy potrzeba ich aż tyle? Po co to komu? Mój pies jak zwykle nie był zachwycony, a wszystko wokół zadymione jak na meczu Lech-Legia. Nawet dwie czerwone race spadły na pole przed naszym domem.
Szalone szaleństwo!


iiiii KONIEC. Udało się *triumf!*



Mam nadzieję, że moja energia noworoczna się Wam udzieli, że Ci których znam bliżej wrócą do blogowania i że Ci którzy będą tu nowi zostaną ze mną na dłużej i być może zreflektują się do założenia własnego bloga. 
Tymczasem życzę Wam dużo ciepełka na ten tydzień, trzymajcie się mocno!

Buziaczki,
Jagoda :). 


! ZMIANA ADRESU BLOGA!

Kochani, dziś na szybko - krótki post informacyjny, chociaż długi wpis też już czeka w kolejce!
Pozostaje na obecnym blogu, za parę dni zmieniam jednak jego adres. Bardzo proszę was o zmianę adresu w zakładkach i przekazanie innym jak będą mogli mnie teraz znaleźć. Zmiana tematyki i ogólnego pojmowania bloga zmusiła mnie i do takiej zmiany, głównie po to, by więcej nowych osób mogło na mnie trafić :).
OD CZWARTKU/PIĄTKU, ADRESEM BLOGA BĘDZIE:

oczymajagody.blogspot.com

Dzięki za zrozumienie i do zobaczenia w weekend :)!

Parę newsów z życia codziennego

Halo! Jak zwykle nie udało mi się zrealizować właściwie niczego co planowałam Wam pokazać. Podstawowy problem mojej natury: doba jest...