Parę newsów z życia codziennego


Halo!
Jak zwykle nie udało mi się zrealizować właściwie niczego co planowałam Wam pokazać. Podstawowy problem mojej natury: doba jest za krótka. Czasem wręcz myślę, że systematyczne posty na blogu w latach liceum/technikum to chyba jednak zbyt ciężkie osiągnięcie jak na mnie. Lekcje do późna, zmęczenie, sprawdziany - a nawet jeśli nic z tych rzeczy, to w te wolne chwile odzywa się we mnie lenistwo i chęć odpoczynku od czegokolwiek. (Bo wiecie dobrze, że nie lubię pisać wpisów byle jak. Albo "jakoś", albo wcale, chociaż ten post akurat nie będzie za długi). Miał być haul wrześniowo-październikowy, ale wiecie co? Zastał mnie... grudzień :').
Jak zawsze stwierdziłam, że pewnie skoro tak się stało to tak miało być i tyle, no cóż - nie ma co roztrząsać. Mam dla Was jednak parę newsów, coby nadrobić trochę tą ponad 2-miesięczną ciszę.

Oczy i brwi: Makeup Revolution Chocolate Bar "Salted Caramel",
 Kolory użyte przy oczach: brązy, złoto. Kreska: czerń. Brwi: brązy.

Pierwszą rzeczą, którą muszę się Wam pochwalić są nowe pędzle do makijażu. Udało mi się zakupić jakoś 1,5 miesiąca temu 2 zestawy o bardzo dobrej jakości i wykonaniu godnym polecenia. Zapraszam Was na szybki przegląd :).



W skład pierwszego zestawu, nazwanego przeze mnie "mini", wchodzi 8 pędzli - trzy większe, nadające się do pracy na ogólnej całości twarzy (przydatne przy pudrach/rozświetlaczach/bronzerach/podkładach) oraz 5 pozostałych, pomocnych przy pracy na powierzchni mniejszej a wymagającej precyzji. Stworzone do makijażu skupiającego się szczególnie na detalach (powieki, brwi..). Mają śliczną kolorystkę - rączki w barwie pudrowego różu, zwieńczenia natomiast w połyskującym, metalicznym i bardzo modnym ostatnio odcieniu "rose gold". Duży plus także za miękkość włosia, które przebija nawet niektóre pędzle kilku znanych firm - i mówię to z ręką na sercu :)! Rączki są drewniane, co według mnie też wpływa na lepszą jakość produktów. Wykorzystuję je na co dzień i choć jest to zestaw "mini", to jest w nim prawie wszystko to, czego potrzeba do zrobienia praktycznie pełnego makijażu.
 
Zestaw numer dwa, tym razem w standardowej dość barwie, pasującej zawsze i do wszystkiego a mowa tutaj o przypisanej im przeze mnie nazwie "All Black"! W skład zestawu wchodzi 20 pędzelków (dopiero dopatrzyłam się, że na zdjęciu jest ich 19! Jeden musiał mi gdzieś umknąć, musicie mi to wybaczyć). Pędzle stworzone głównie z myślą o makijażu oka oraz brwi, nie bez powodu nazwane na stronie jako Eyeliner Black. Kolorystka jest całkowicie czarna, rączki również drewniane. Są poręczne i nie duże. Miękkie włosie tak jak w przypadku pierwszego zestawu zasługuje na ukłon, ponieważ pędzle wykorzystywane do pracy w obszarze oka powinny być "miłe", ze względu na bardzo delikatną powłokę skóry w tych okolicach. Nie wywołują podrażnień a praca nimi jest bardzo przyjemna. Obszerny zestaw oferuje nam pędzelki zarówno podstawowe jak i te niezwykle detaliczne o wręcz mikroskopijnym włosiu, więc naprawdę każdy znajdzie wśród nich swoich ulubieńców. Na duży plus oczywiście szczoteczka do przeczesywania brwi - to czego zabrakło mi w zestawie "Rose Gold".

Podsumowując: 
Oba zestawy niezwykle przydatne i bardzo ale to bardzo dobrze wykonane. Mam nadzieję że rozwiałam wątpliwości mojej kobiecej części widowni i że pokusicie się o kupno któregoś z zestawów. Pędzle możecie zdobyć na stronie: https://pedzledomakijazu.com/ gdzie obecnie są bardzo fajne przeceny. Do wyboru duża gama zestawów, ja sama pewnie niebawem skuszę się na jeszcze jakiś, bo chyba wpadłam w kolejne uzależnienie, no wiecie, przecież pędzli nigdy za wiele ;).


A z sytuacji bardziej obecnych:
Wczoraj (8 grudnia)...
...
..
.
Obcięłam włosy!


Moje poprzednie "kłaczki" chociaż długie to nie należały do najładniejszych. Były tak zniszczone, że na ich ścięcie zbierałam się od ponad roku, ale albo nie było czasu albo zapominałam, nie zwracając na nie po prostu najmniejszej uwagi. Wreszcie jednak udało mi się pozbyć ciążącego tak problemu. Od razu po ścięciu otrzymałam "saunę" i teraz naprawdę są nie do poznania. Miło znowu mieć miękkie włosy. Poza tym że są ładniejsze to jest mi wygodniej (nawet wiązanie szalika jest teraz przyjemniejsze!), a i podobam się sobie jakoś bardziej :).  
Tym płynnym jakże przejściem, przechodzimy do kolejnego newsa z mojego życia, a mianowicie - nowa pasja!
Jakiś czas temu, chwile po halloween, zaczęłam interesować się charakteryzacją, szczególnie tą "straszną", związaną z krwią i realistycznymi ranami. Słowo "realistyczny" jest w moim przypadku słowem kluczem całej tej pasji. Kupiłam kilka specjalnych produktów od firm zajmujących się profesjonalnymi charakteryzacjami filmowymi oraz teatralnymi, część produktów zaimprowizowałam/użyłam własnej inwencji twórczej. Więcej charakteryzacji możecie zobaczyć w nowej zakładce u góry bloga, a tutaj zostawiam Wam takie dwa smaczki, żeby być może bardziej Was zaintrygować i zaciekawić ;).


   
Ostatnio także skończyłam pracę nad ciekawym projektem na fotografię, a wyniki tejże pracy pojawią się pewnie już niebawem na blogu. Póki co muszę oddać projekt do oceny, potem postaram się wrzucić Wam jakiś szybki post na ten temat :).

Do zobaczenia!
-Jagoda.


50 FAKTÓW o mnie!


O tym, że lubię fotografię, malarstwo, muzykę (...) można się dowiedzieć zaraz po kliknięciu w zakładkę o moich pasjach. Poza tym, są to rzeczy poruszane często w blogu i co za tym idzie - są niezwykle oczywiste.
W "50 faktach o mnie", które zobaczycie już za moment, starałam się wypisać Wam rzeczy nie do końca oczywiste, mniej jak i bardziej interesujące.
Mam nadzieję, że ten istny misz-masz faktów Was zadowoli :).
Zaczynamy!

1. Kiedyś nie lubiłam swojego imienia. Teraz w sumie uważam, że nie jest takie złe. 
2. Wolę pastelowe kolory niż jaskrawe.
3. Kiedyś bardzo chciałam mieć własnego konia, ale zrezygnowałam ze względu na obowiązki i koszty utrzymania.
4. Bardzo chcę mieć psa Chihuahua. I zapewne w końcu się go doczekam :).
5. Interesuję się robieniem digitali - rysunków wykonywanych graficznie (chociażby na laptopie).
6. Nie lubię migdałów pod żadną postacią.
7. Nie przepadam za kokosowymi smakami. Raczej ich unikam jak ognia.
8. I love english. If I could, I would speak in that language aaalllll the time!
9. Kiedyś grałam w gry i do dziś często do niektórych wracam. Lubię rozmawiać na temat fabuły i rozgrywki. Raczej nie fascynują mnie gry które są typowymi zabieraczami czasu, wolę jednak bardziej ambitne produkcje.
10. Baaardzo lubię czarny kawior.
11. Lubię owoce morza.
12. Nie mam jednego ulubionego koloru. Ba, nawet dwóch ani trzech. Raczej całą paletę.
13. Nie znoszę wiatru. Wręcz się go boję.
14. Marzę o odwiedzeniu domu dziecka i uzyskaniu zgody na zrealizowanie tam swojego własnego projektu zdjęciowego.
15. Do dziś mam przebłyski, że wybrałam złą szkołę - nadal często chcę być chociażby weterynarzem.
16. Chciałabym odwiedzić USA, ale boję się tylko przekroczyć "próg" lotniska.
17. Lubię rozmawiać o aktualnej sytuacji na świecie - w aspekcie politycznym i nie tylko.
18. Staram się być na bieżąco w śledzeniu wydarzeń związanych z zamachami.
19. Chcę kiedyś zająć się ''urbexem'', bo wspólnie z chłopakiem mamy na tym punkcie bzika (dla tych którzy są ciekawi pojęcia, odsyłam do Wikipedii i do - jednego z wielu - kanału na YouTube: https://pl.wikipedia.org/wiki/Urban_exploration ; https://www.youtube.com/user/urbexhistory)
20. Gdyby nie mój strach przed obecną sytuacją na świecie, odwiedziłabym pewnie już nie jeden kraj.
21. Chcę jechać do Czarnobyla i udokumentować go na fotografiach.
22. Bardzo, ale to bardzo lubię klimaty post-apo, jak chociażby w produkcji METRO 2033. Poniekąd też dlatego podoba mi się Czarnobyl wspomniany wyżej - jest tam taki klimat, mimo że z upływem lat znowu wita tam roślinność.
23. Równie bardzo lubię klimat Assassina - skakanie po dachach i wysuwane spod rękawa płaszcza noże to jest to.
24. W sumie to w ogóle chce więcej podróżować, nawet po Polsce i znajdować ciekawe i warte zwiedzenia miejsca.
25. Chcę spróbować nowych, dziwnych smaków - szczególnie tych japońskich, nawet gdyby to miały być lody o smaku kalmara.
26. Kilka lat temu grałam na wiolonczeli i chciałabym do tego wrócić ale już sama, bez narzucania wszystkiego przez szkołę muzyczną jak to było kiedyś.
27. Nie lubię za długo chodzić po sklepach z ubraniami ani ich mierzyć. Raczej robię to szybko i sprawnie, resztę czasu spędzając na obijaniu się.
28. Moje ulubione cienie do powiek to te z paletek "Chocolate Bar" od Makeup Revolution.
29. Lubię komentować mało treściwe produkcje w telewizji, pokroju Szkoła, Szpital itp. Mam z tego niezły ubaw.
30. Mam 3 ulubione polskie miasta: Kołobrzeg, Toruń, Poznań.
31. Nienawidzę groszku.
32. Uwielbiam chińskie zupki, albo jak to mówi mój chłopak - chińskie alchemie hahah, bo wiedząc doskonale jaki mają okrutny dla organizmu skład zarówno ja jak i On i tak lubimy je co jakiś czas "oszamać".
33. Lubię czytać składy produktów na sklepowych półkach.
34. Często kiedy mam np. posprzątać, znajduje coś co akurat przykuwa moją uwagę na kolejne kilka godzin i tak oto zapominam o tym, co faktycznie powinnam zrobić.
35. Wino to mój świat. Znam się na nim całkiem dobrze i miałam do czynienia już z nie jednym rodzajem i typem. Jeśli ktoś by poszukiwał dobrych win to mogę coś polecić (tylko proszę ze mnie nie robić alkoholiczki!) :')
36. Kiedy byłam w I klasie podstawówki kolega wpadł na mnie na szkolnym korytarzu, łamiąc swoim czołem mój nos. Miałam operację.
37. W III klasie podstawówki miałam głowę szytą przez panią i pana z pogotowia, na kozetce u szkolnej higienistki. Do dziś mam pamiątkę w postaci blizny.
38. Mało kto o tym wie, ale lubię brać do łazienki przenośny głośnik i słuchać muzyki kiedy biorę prysznic wieczorem. Można powiedzieć, że wtedy się "czilluję".
39. Trzymam się zasady, że jem co chcę, kiedy chcę i w jakich tylko chcę ilościach. Nawet jeśli to jest cała czekolada przejedzona ogórkiem i czipsami, albo 6 naleśników. Po co się ograniczać?
40. Lubię długo spać.
41. Jestem tak samo otwarta na muzykę bardziej nowoczesną jak i na klasyczną. Nie mam ulubionego gatunku, lubię właściwie prawie wszystko.
42. Prawie, bo oprócz country, jazzu i metalu.
43. Często choruję.
44. Nie mam zbyt wielkich ambicji, ale to nie jest też tak, że nie mam ich w ogóle. Po prostu podchodzę do życia raczej na luzie.
45. Prawie wszystkie meble w moim pokoju są z Ikei (fakt roku!)
46. Mając do wyboru schody i windę - wybieram schody.
47. Lubię liczby pełne dlatego tych faktów jest 50. 
A akurat tyle, bo lubię cyfrę 5. A tak poważnie to pomysł zaczerpnęłam z YouTube.
48. Bardzo lubię kawę, ale tylko i wyłącznie z mlekiem i cukrem.
49. Miewam prorocze sny (przewidujące jakieś wydarzenia).
50. Wierzę w reinkarnację.

Iiiii sukces! Wreszcie! Nawet nie pytajcie jak długo próbowałam coś z tego zlepić i wrzucić na bloga. Niby łatwy temat, 50 to mało a do tego o samym sobie - pestka. Nic bardziej mylnego, to był wpis ciężki jak cholera. Prawie wszystkie te fakty powstały z pomocą chłopaka i w sumie to jemu można podziękować, że ten temat został dokończony i opublikowany. Wie o mnie chyba więcej niż ja sama w chwili gdy pisałam dla Was tego posta, bo mi naprawdę towarzyszy ostatnio jakiś kryzys piśmienniczy i nawet moja książka stoi w miejscu, czekając na nagły powrót weny ;).
Tak czy siak wreszcie się udało, wpis jest do Waszej dyspozycji i mam nadzieję że Wam się podoba i że wytrwaliście do końca :).
Na koniec września/początek października możecie wypatrywać wpisu który już jest w gotowości i pomału się tworzy - szykuję dla Was zakupowy HAUL. Będzie to takie podsumowanie i przedstawienie Wam większości rzeczy, zakupionych przeze mnie w ciągu tegorocznego września. Także uwaga - kolejny post będzie raczej babski, ale też raczej jak zwykle - nie przesadzony. Już szykuję dla Was linki do rzeczy które kupiłam, gdyby któraś spodobała Wam się na tyle, że sami zdecydujecie się ją zakupić. Ale co więcej to narazie nie mówię, przekonacie się dokładniej już niebawem...:).
 
Póki co się z Wami żegnam i zachęcam do pozostawienia po sobie śladu, chociażby w postaci komentarza.
Do zobaczenia kochani!
-Jaguś.

Zderzenie z dorosłością...?

Znowu cisza na blogu, znowu spowodowana życiową wariacją. Wprowadzając w ten blog nowy styl, zdawałam sobie sprawę, że skoro chcę z Wami dzielić się moim życiem, to te dobre chwile będą mogły nagle zmienić się o 180 stopni. Nie wiem, czy jest sens żeby pisać że wiele spraw jest innych, bo jest i wciąż mam co do tego mieszane uczucia, a pisanie tego wstępu i powrót do blogowania w sumie wywołują u mnie jeszcze jakieś średnio dobre emocje. Nie chcę pisać niczego dosłownie, opisywać tego co przeszłam czy coś w tym stylu bo nie jestem takim typem osoby.


Jesteśmy tylko i AŻ ludźmi.
I codziennie robimy za pionki na planszy zwanej "życie". Nikt chyba nie uświadomił mi, że życie to taka ciężka sprawa. Że to historia pisana piórem, po kruchym papierze jakim jest los...
I wiecie co?
Cierpienie czasem jest jedynym wyjściem w drodze o szczęście.
I czasem warto jest przejść przez piekło, by zaznać w nagrodę odrobiny nieba.

--------------


Właściwie to od kiedy zaczął się styczeń i u mnie i u wielu innych osób zaczęło się coś sypać, zmieniać, często wręcz zbyt gwałtownie i nieoczekiwanie. Pogoda jest jaka jest, pozostawia wiele do życzenia a do tego całokształt wszystkiego w okół jest jakby zupełnie... inny. Jestem na najlepszej drodze do układania sobie wszystkiego na nowo - dosłownie, całkowicie na nowo. Ci którzy są już ze mną jakiś czas, będą musieli przywyknąć że o niektórych rzeczach i ludziach już tutaj nie usłyszą, a Ci którzy są nowi - no cóż, witam serdecznie i mam nadzieję że zainteresuję Was na dłużej :).


Po raz kolejny już zmieniłam wygląd całego bloga, dla mnie samej jest to spora zmiana bo nie chodzi o szczególiki a o motyw, który jest zupełnie nowy, zupełnie inny i nieznany do tej pory moim czytelnikom ani nawet mi samej! Powiedziałam sobie że to co było już minęło i że muszę zamknąć jakiś rozdział, by zacząć coś nowego - z nadzieją, że będzie to zarazem coś o wiele, wiele lepszego. Bo przecież nadzieja umiera ostatnia...

 

Być może to wstęp do dorosłości? 

Może ktoś lub coś chce mnie/nas zderzyć z prawdziwym życiem?
Nie jestem jeszcze pełnoletnia, czeka mnie to za rok. Ale mam wrażenie, że od pewnego czasu coś ewidentnie chce mi pokazać, że życie takie kolorowe nie jest, że czas przejrzeć na oczy i zacząć patrzeć na wszystko nieco inaczej. Możecie mi wierzyć lub nie - a wiem że moja widownia jest różnorodna wiekowo - przedział między 16 a 18 rokiem życia to tragedia. Może właśnie przez to (albo raczej na pewno przez to) jest mi tak ciężko utrzymać swoją osobę przy prowadzeniu bloga. Przecież zaczynałam mając lat 13? 14? Wszystko było banalnie łatwe, przyjemne, nic tylko siadać do laptopa i pisać posta! Teraz to jest kompletna klapa. Do TEGO posta zbierałam się od... maja. Dokładnie od momentu, w którym znowu zaczęło się u mnie dość drastycznie sypać. Jest koniec sierpnia, jakaś godzina 2:00 w nocy, a mnie dopiero tknęło na KOLEJNE zmiany i dokończenie refleksji zaczętej w tym nieszczęsnym maju/czerwcu.


Aby Was tak nie martwić - obecnie u mnie jest już wszystko dobrze, wszystko się układa, kogoś się traci, kogoś się poznaje zaś czas leczy rany. Nie wiem jak długo będzie dobrze, ale po tym wszystkim moje podejście jest takie, że już chyba nigdy więcej nie będę za bardzo wybiegać myślami w to co będzie kiedyś...
I tu lekcja też dla Was - Zapamiętajcie, szczególnie mój rocznik i Ci młodsi:
Liczy się tylko teraz i to właśnie to ukształtuje przyszłość.
 























W lipcu udało mi się wyskoczyć z rodzicami na +/- tydzień nad morze, do mojego ulubionego, ukochanego miasta - Kołobrzegu. Moje pierwsze słowa po wyjściu na kołobrzeski peron były oczywiste: Wreszcie jestem w "domu"! Tak, to mój życiowy plan, mam nadzieję że kiedyś dorobię się na tyle żeby spokojnie tam zamieszkać, z dala od tych wszystkich dziwnych ludzi i miasteczka, w którym kompletnie nic nie ma oprócz brudnego, ciężkiego powietrza. Zebrałam się w sobie na zrobienie dla Was kilku zdjęć podczas wyjazdu - nie było ze mną aż tak źle, co to to nie :D! 


Zapraszam do zaległej foto-relacji z najpiękniejszego tygodnia od dawien dawna, który swoją drogą odrobinę podniósł mnie na duchu i pozwolił działać dalej mimo przeciwności!


















Póki co to na tyle. Mam nadzieję, że zostanę z Wami tym razem na dłużej, trzymajcie za mnie kciuki! 
Do zobaczenia :)
-Jagoda.

Parę newsów z życia codziennego

Halo! Jak zwykle nie udało mi się zrealizować właściwie niczego co planowałam Wam pokazać. Podstawowy problem mojej natury: doba jest...